Temat staje się nudny z jednej strony, przerażająco smutny z drugiej. O co chodzi? No o naszych polskich kibiców, albo raczej… kiboli. Boi się ich cały świat, więc środki ostrożności w każdym meczu z udziałem rodzimych drużyn są często mocno przesadzone. I dzięki temu często bywa tak, że na granicy dostaje się zwykłym miłośnikom futbolu albo w ogóle przypadkowym przejezdnym. Wyobrażamy sobie złość ludzi, których szykanuje się tak z automatu…
Przykładów było wiele, te najbardziej świeże dotyczą oczywiście Wisły Kraków i Legii Warszawa. Przypomnimy, że na mecz z Twente kibice Białej Gwiazdy albo nie dotarli w ogóle, albo byli maglowani w sposób uwłaczający każdemu człowiekowi. To smutne, szczególnie, że tak naprawdę (idąc za filmikami z YT) nie działo się nic nadzwyczajnego. Klub z Holandii miał się niby odwdzięczyć w jakiś sposób, sprawą miało zająć się też UEFA. Ale cisza…
I teraz czytamy w dzisiejszej prasie, że niby polscy kibice wysłali groźby do sympatyków Standardu Liege (z którym Krakowianie zmierzą się w 1/16 Ligi Europy). Policja i klub oczywiście od razu zaczęły badać sprawę. Możemy się więc spodziewać, że jeśli ktoś z Belgii do nas rzeczywiście przyjedzie, to chyba tylko jacyś hardkorzy, którzy plotki mają głęboko w poważaniu. I kto na tym cierpi? Wisła Kraków, zasady fair play, a szczególnie… budżet i prestiż.
Co tu robić, kiedy uważa się nasz kraj za zbieraninę morderców?






