Z tytułu praw telewizyjnych kluby z polskiej Ekstraklasy mają w tym roku dostać o 20 milionów złotych mniej. Oferta Canal+, która wygrała przetarg dziwi, ale i dowodzi, że brak jakichkolwiek osiągnięć sportowych automatycznie z roku na rok obniża wartość projektu. Szkoda tylko, że generalnie mogłoby to doprowadzić do bardzo poważnych kłopotów finansowych klubów słabszych, zajmujących dolną część tabeli. Z odsieczą ma przyjść operator T-Mobile, w mediach mówi się, że dzięki niemu zostanie pokryta luka powstała w wyniku tego nieszczęsnego przetargu.
To dobra wiadomość, prawda? My myślimy, że niekoniecznie. T-Mobile ma zapłacić 20 milionów złotych. Bayern Monachium też otrzymuje od nich 20 milionów na sezon. Tyle, że w euro. Nie dyskutujemy tu o poziomie sportowym tego wspaniałego klubu (wykraczającym znacznie dalej poza zasięg polskich ekip), lecz o tym, jak wielka istnieje przepaść pomiędzy Polską, a zachodem, i jak właściwie niewiele się robi, aby się tego pozbyć.
Jeśli jednak mamy iść do przodu, to być może warto by było unikać sytuacji, w której aż 3 lata po utracie Orange jako sponsora władze nie potrafią znaleźć zastępcy, podpisuje się umowy na sumy mniejsze od tych, które były w latach wcześniejszych, a sponsor tytularny/strategiczny bardziej łata powstałe dziury, niż dąży do rozwoju ligi. A szkoda, szczególnie teraz, kiedy mamy sporą szansę na awans do Ligi Mistrzów. Tak, wiemy, mówi się o tym co roku, ale jeśli patrzeć na potencjalnych rywali Wisły, mamy chociaż taki mały cień nadziei. W końcu przecież musi się udać!






